FB Portal   Downoteka   FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Statystyki   Rejestracja Profil Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Zaloguj


Poprzedni temat «» Następny temat
Edukacja domowa
Autor Wiadomość
Marta Witecka 
złotousty


Pomogła: 12 razy
Wiek: 46
Dołączyła: 12 Mar 2007
Posty: 4808
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-09-10, 14:11   Edukacja domowa

Nie wiem, czy słyszeliście o edukacji domowej. W Polsce jest to niepopularne, natomiast w USA dobrze znane.
Poniżej zamieszczam link do artykułu, w którym jest mowa o moich przyjaciołach, którzy od tego roku zajęli się tym sposobem edukacji.

:arrow: http://www.zw.com.pl/zw2/...xt&place=Lead01
_________________
Szczęśliwa mama Janka (21) Szymka z zD (18,5) Jonatana (16) Jakuba z zD (13,5) i Noemi (11,5) www.msr.org.pl www.szymonwitecki.pl
 
 
Alicja 
złotousty
Założycielka forum i stowarzysznia Zakątek 21


Pomogła: 31 razy
Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 14111
Skąd: Skąd:
Wysłany: 2007-09-10, 14:29   

Jeśli rodzice są systematyczni to dlaczego nie...
ale jakoś tak nie do końca jestem przekonana o słuszności takiej metody edukacji..
My rodzice dzieci uposledzonych walczymy aby nasze dzieci przebywały wśród dzieci,uczęszczały do szkół.Złościmy się na propozycję nauczania indywidualnego w domu a mama dziecka w normie intelektualnej tłumaczy go niedojrzałością emocjonalną ?
Nie potrafię zrozumieć tej argumentacji.
_________________
Od osoby z zespołem Downa nie warto odwracać głowy.
Gdy człowiek spojrzy w jego oczy,może w nich ujrzeć świat,w którym każdy chciałby żyć...

Jak powstał Zakątek 21
 
 
Marta Witecka 
złotousty


Pomogła: 12 razy
Wiek: 46
Dołączyła: 12 Mar 2007
Posty: 4808
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-09-10, 15:34   

Wiesz Alicjo, akurat znam tę sytuację od podszewki. Mateusz urodził się pod koniec roku z poważną wadą serca i jako wcześniak. Jego mama zabiegała rok temu o odroczenie go w nauce szkolnej. I jak się okazało prawo takie ma, ale zależy w dużej mierze od pani dyrektor w szkole rejonowej. I ta pani wykazała się ogromem władzy i niekompetencji. Powiedziała po prostu "nie i koniec" nie przeglądając nawet dokumentacji Mateusza i nie rozmawiając z nim. Poszedł do zerówki, ale na kilka godzin dziennie i to i tak na zajęcia indywidualne, bo wciąż trzeba przyśpieszać!!! Ale po co? Czy nie mógł pójść rok później i pewnie naturalnie by wyrównał. Z powodu niedojrzałości emocjonalnej mama nie chce go wysyłać do szkoły, gdzie będzie na końcu, ale pozwolić mu w domu iść własnym trybem. Nie u każdego dziecka 7 lat oznacza to samo.
A swoją drogą nie chciałabym, aby moje dzieci chodziły do szkoły, której dyrektorka wykazuje się taką "władzę".
Mój Szymon nie chodził ani dnia do przedszkola, w tym roku został odroczony i dalej nigdzie nie chodzi. Natomiast na zajęciach grupowych okazuje się, że najcierpliwiej czeka na swoją kolej, zachęca inne dzieci do pracy, te które odchodzą do innych zajęć i wciąż jest gotowy do współpracy. Czy szkoła jest konieczna, aby się uspołecznić?
Nie twierdzę oczywiście, że to jest najlepszy sposób nauki dla naszych dzieci (z zD), Mateusz jest w normie intelektualnej, ale wiem, że Szymon dzięki temu, że jest w domu nauczył się wielu, których uczą w przedszkolu, ale też nie zebrał tych z powodu których wiele mam i tatusiów nie jest wcale szczęśliwych.
_________________
Szczęśliwa mama Janka (21) Szymka z zD (18,5) Jonatana (16) Jakuba z zD (13,5) i Noemi (11,5) www.msr.org.pl www.szymonwitecki.pl
 
 
Alicja 
złotousty
Założycielka forum i stowarzysznia Zakątek 21


Pomogła: 31 razy
Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 14111
Skąd: Skąd:
Wysłany: 2007-09-10, 15:57   

Marta Witecka napisał/a:
Wiesz Alicjo, akurat znam tę sytuację od podszewki.


Nie wątpię skoro już w pierwszym poście zaznaczyłaś,ze są to Twoi przyjaciele.

Marta Witecka napisał/a:
Mateusz urodził się pod koniec roku z poważną wadą serca i jako wcześniak. Jego mama zabiegała rok temu o odroczenie go w nauce szkolnej. I jak się okazało prawo takie ma, ale zależy w dużej mierze od pani dyrektor w szkole rejonowej.


O ile mi wiadomo odroczenie ze szkoły nie leży w kompetencjach pani dyrektor.
Jeśli rodzice są przekonani o pewnych deficytach to dlaczego nie pomyślą o szkole integracyjnej?Gdzie jako dziecko "szczególnej troski" będzie szedł własnym rytmem z pomoca nauczyciela wspomagającego?


Marta Witecka napisał/a:
A swoją drogą nie chciałabym, aby moje dzieci chodziły do szkoły, której dyrektorka wykazuje się taką "władzę".


Zapewniam Cię,że ja też nie..
Ale na szczęście wiele się w kraju zmieniło i nie jesteśmy skazani na to ,aby posyłać nasze dzieci do szkół rejonowych.Możemy odwiedzać szkoły,"podglądać" jak prowadzone sa zajęcia i decydować do jakiej placówki będzie chodziło nasze dziecko.

Marta Witecka napisał/a:
Mój Szymon nie chodził ani dnia do przedszkola, w tym roku został odroczony i dalej nigdzie nie chodzi. Natomiast na zajęciach grupowych okazuje się, że najcierpliwiej czeka na swoją kolej, zachęca inne dzieci do pracy, te które odchodzą do innych zajęć i wciąż jest gotowy do współpracy. Czy szkoła jest konieczna, aby się uspołecznić?


O jakich zajęciach grupowych mówisz?
ja domyślam się o jakie grupy chodzi natomiast inni rodzice czytając Twój post nie mają pojęcia o czym piszesz.
_________________
Od osoby z zespołem Downa nie warto odwracać głowy.
Gdy człowiek spojrzy w jego oczy,może w nich ujrzeć świat,w którym każdy chciałby żyć...

Jak powstał Zakątek 21
 
 
kruffka 
trajkotek
Agnieszka

Wiek: 46
Dołączyła: 07 Sty 2007
Posty: 1569
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-09-10, 18:59   

A mi się od dawna podoba edukacja domowa, i to bardzo. Jestem też przeświadczona, że gdyby Krystian był tak uczony, to ominęlibyśmy wiele problemów.
Przy takim typie edukacji jest jednak ogromny problem z kontaktami z rówieśnikami: kto ma czas na to, żeby spotykać się codziennie z kolegami dziecka?
Krystek rok nie chodził do przedszkola, zabrałam go stamtąd, bo był bardzo niedojrzały. Mieliśmy ogromny problem z organizacją spotkań z rówieśnikami: wszyscy chodzą do przedszkola, na zajęcia dodatkowe. Mało tego, w ciągu tygodnia większość ludzi jest bardzo zmęczona i nie ma siły po prostu na jakieś spotkania z dziećmi znajomych.
My rozwiązaliśmy problem edukacji, wybierając dla Krzycha przedszkole Montessori: to indywidualista i nie wyobrażam go sobie w normalnym przedszkolu, gdzie wszystko robione jest na akord. I dzieci też mają być ramowe i na akord. Przynajmniej takie miałam odczucie, gdy mój Krystek chodził do przedszkola: był niewygodny, bo nadruchliwy i za bardzo zdolny. Niedojrzały emocjonalnie i nad wiek inteligenty, gdzie takiego upchnąć?
_________________
Mama Krzysia (12.06.2004), Martynki (15.09.2006), Piotrusia (17.12.2009), Irenki (24.03.2010) i Oliwii (27.12.2016). Rodzic edukacji domowej. Rodzina zastępcza od 2002 roku.
http://chomikarnia.blox.pl/html
 
 
Marta Witecka 
złotousty


Pomogła: 12 razy
Wiek: 46
Dołączyła: 12 Mar 2007
Posty: 4808
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-09-11, 09:19   

Cytat:
O ile mi wiadomo odroczenie ze szkoły nie leży w kompetencjach pani dyrektor.

Teoretycznie nie zależy, a jednak zależy. Sprawa przeszła przez kuratorium i ostateczna decyzja powróciła do pani dyrektor. Słusznie kuratorium uważa, że pani dyrektor powinna najlepiej znać ucznia, ale to nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

Nie zamierzałam Alicjo przekonywać Cię do tej metody, jedynie o niej powiedzieć, gdyż jest bardzo rzadka, a w wielu przypadkach potrzebna. Jest też zapewniona przez nasze prawo.

Cytat:
O jakich zajęciach grupowych mówisz?


Mówiłam o zajęciach grupowych w OWI, które Szymon ma raz w tygodniu. I przepraszam wszystkich, którzy mnie nie zrozumieli.

Kruffko domyślam się, że trudno Ci zapewnić grupę znajomych Kristianowi. Ja mam taką brygadę (włącznie z Asią, z którą jest wywiad), gdzie wymieniamy się dziećmi i one wciąż mają kontakt ze sobą. Dzieci wychowywane są jedną metodą i wiem, że nawet jak mój Jonatan coś zbroi, to jedna z mam na to zareaguje.

Zamieszczam jeszcze jeden wywiad z ostatniego Gościa Niedzielnego, może on więcej wyjaśni.
:arrow: http://goscniedzielny.wia...&dzi=1104764436
_________________
Szczęśliwa mama Janka (21) Szymka z zD (18,5) Jonatana (16) Jakuba z zD (13,5) i Noemi (11,5) www.msr.org.pl www.szymonwitecki.pl
 
 
kabatka 
admin
Założyciel forum i Stowarzyszenia "Zakątek 21"


Pomogła: 1 raz
Wiek: 43
Dołączyła: 28 Wrz 2006
Posty: 14619
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-09-11, 09:34   

Myślę, że jako przedstawienie jednej z możliwych form edukacji to potrzebny temat. Co nie znaczy oczywiście, że dla wszystkich dobry.

Znamy jedną panią (część z nas wirtualnie, część osobiście), która wszem i wobec każdemu mówi, że tylko terapia domowa... :] Tylko że nie każdy rodzic ma na tyle samozaparcia, na tyle pomysłów i na tyle umiejętności, aby temu podołać. Są szkoły, które jako rodzice możemy wybrać, sprawdzić, monitorować. Mamy takie prawo i już. I nie możemy się czuć gorsi, że nie potrafimy sami rehabilitować dziecka w domu.

Dla dziecka z zD szczególnie ważne oprócz samej nauki literek i cyferek jest także przebywanie w grupie, a to jak wiele osób zauważa nie jest proste, jeśli dziecko nie chodzi do przedszkola.... Twój przykład Marta pokazuje, że jest to możliwe, ale niestety przyznasz, że to chyba jednak wyjątek potwierdzający regułę ( :arrow: o tym pisałyśmy także tutaj>>).
_________________
Monika, mama anielskiego Kubuli z zD (ur. 18.09.2005 - zm. 31.07.2006) , Ninki (ur. 16.02.2010 r.) i Lilki (ur. 4.02.2014 r.)
 
 
Alicja 
złotousty
Założycielka forum i stowarzysznia Zakątek 21


Pomogła: 31 razy
Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 14111
Skąd: Skąd:
Wysłany: 2007-09-11, 09:41   

Marta Witecka napisał/a:

Nie zamierzałam Alicjo przekonywać Cię do tej metody, jedynie o niej powiedzieć, gdyż jest bardzo rzadka, a w wielu przypadkach potrzebna. Jest też zapewniona przez nasze prawo


Ja nie odniosłam wrażenia,że chcesz mnie albo kogo innego do tej metody edukacji przekonać..
Zapodałaś temat,wrzuciłaś link więc wyraziłam swoją opinię.
Na tym właśnie opiera się forum-na dyskusji.


I nadal nie rozumiem co ma pani dyrektor do odroczenia z obowiązku szkolnego?
A gdzie w tym wszystkim psycholog i badania w PPP?
_________________
Od osoby z zespołem Downa nie warto odwracać głowy.
Gdy człowiek spojrzy w jego oczy,może w nich ujrzeć świat,w którym każdy chciałby żyć...

Jak powstał Zakątek 21
 
 
Aśka 
złotousty


Wiek: 41
Dołączyła: 02 Paź 2006
Posty: 5409
Skąd: lubelskie
Wysłany: 2007-09-11, 10:01   

Pomijając już stronę edukacyjną, ja obawiam się bardziej o uspołecznienie takich dzieci - uczonych w domu. A co z życiem w grupie - większej niż rodzina i znajomi. Co z radzeniem sobie ze złośliwym kolegą, nawet sprzeczki uczniów uspołeczniają. Dziecko musi spróbować wszystkiego.
Zgadzam się z taką formą edukacji w przypadku dziecka niepełnosprawnego - choć daleka jestem od tego, aby Martynka była prowadzona indywidualnie prze nauczyciela w domu.
Przecież rodzic może jeszcze pracować w domu z dzieckiem i kontrolować jego postępy po powrocie ze szkoły.

Moje dwie bratowe są nauczycielkami i swoje dzieci posłały nawet do innych szkół (nie tylko klas), bo są przeciwne aby rodzic był nauczycielem dziecka. To są moje spostrzeżenia odnośnie dziecka zdrowego. Wiem, że ma sens takie nauczanie w przypadku niepełnosprawności, choć ja wybieram grupę dzieci ze specjalistami.
_________________
Aśka, mama Martynki (2002) z zD, Mikołaja (2005) i Maciusia (2011)
 
 
Marta Witecka 
złotousty


Pomogła: 12 razy
Wiek: 46
Dołączyła: 12 Mar 2007
Posty: 4808
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-09-11, 11:07   

Pani psycholog i dyrektor przychodni psychologiczno-pedagogicznej zachwyciły się pomysłem, gdy Asia była u nich osobiście i sama. Natomiast przy pani dyrektor szkoły miały już zupełnie inne zdanie, zgodne oczywiście ze zdaniem pani dyrektor szkoły.

Cytat:
I nadal nie rozumiem co ma pani dyrektor do odroczenia z obowiązku szkolnego?

Kuratorium odesłało pismo pozostawiając wolną rękę pani dyrektor szkoły rejonowej w sprawie odroczenia. Czyli zrzuciło ciężar z siebie. Mogą sobie pytać się innych dyrektorów szkół i tak ostateczne zdanie ma dyr. szk. rejonowej. Nie rzucę Ci tu paragrafami, bo aż tak się w to nie zagłębiałam. Jest jeszcze rozwiązanie, można go przemeldować np do dziadków i rozmawiać z inną panią dyr.

Cytat:
I nie możemy się czuć gorsi, że nie potrafimy sami rehabilitować dziecka w domu.


Wcale nie chciałam, żeby ktoś czuł się gorszy. :nie:
Ja niczego specjalnego nie robię z Szymonem w domu. Bawimy się codziennie, zwracam uwagę na to co mówią terapeuci w OWI i staram się trzymać tematów. Jak czytam wypowiedzi niektórych mam, to mam wrażenie, że robię mniej.
Zgadzam się Moniko, że nie dla każdego dziecka jest to najlepszy sposób nauki. Na razie nie decyduję się na to, bo wiem, że nasze maluszki potrzebują nowych metod, wielu powtórzeń. Choć mam przygotowanie, to jednak nie mam praktyki (mama na myśli moje studia i to, że nigdy nie pracowałam w szkole).
Jednak szkoła specjalna różni się od szkoły integracyjnej choćby tym, że jest w niej mniej dzieci. Klasa w której jest do ośmiorga dzieci jest do ogarnięcia przez nauczyciela. Może rzeczywiście je poznać i działać na ich korzyść. W szkole masowej (z opowieści wiem, że klasy integracyjne to często masówki) jest to niewykonalne.
Choć bardzo lubię i cenię wychowawczynię Jasia, wiem od niego, że jak denerwuje się na nieposłusznych kolegów, to krzyczy też na niego, choć on jest karny. Przychodzi potem struty do domu. Ale mi o tym mówi. Są dzieci, które nie powiedzą, szczególnie te, które mają problem z mową...

Przepraszam jak zmieniam temat, ale zależało mi na pokazaniu, że szkoła też nie jest idealnym rozwiązaniem, a Asia i Mariusz postanowili spróbować innej metody. I to takiej, którą gwarantuje im prawo i napotkali na ogromne trudności.
_________________
Szczęśliwa mama Janka (21) Szymka z zD (18,5) Jonatana (16) Jakuba z zD (13,5) i Noemi (11,5) www.msr.org.pl www.szymonwitecki.pl
 
 
agamama123 
gaduła


Pomogła: 1 raz
Wiek: 42
Dołączyła: 04 Sty 2007
Posty: 522
Skąd: Radom
Wysłany: 2007-09-11, 19:35   

Temat tej domowej nauki był poruszony na jednym ze spotkań dla matek na którym miałam okazje być:) Więc jednak sie zdecydowali:)))))) Super:)

Ja osobiście na ten typ nauczania pewnie nigdy bym sie nie zdecydowała ale rozumiem tych ludzi. Wiem też, że Marta ma sporo racji i wiem jak zachowuje sie "trzymany" w domu Szymon - świetnie radzi sobie w społeczeństwie a nie tylko w grupie ludzi z którymi na co dzień przebywa Mnie np widuje bardzo bardzo rzadko ale mimo to nie ma oporu by ze mną rozmawiać, jest chętny do zabawy - ten malusi niesmiały Szymuś:)

Spodobało mi sie za to co innego w wypowiedzi Marty - to, ze jej dzieci i dzieci jej zanjomych sa prowadzone jedną metodą i dzieki temu reakcje na ich drobne niesubordynacje są takie same = to pozwala tym maluchom czuć sie bezpiecznie:)

Ech...ale ja to chyba wyidealizowałam sobie styl zycia Państwa Witeckich i troche im zazdroszczę:)))))))))))
_________________
Aga, potrójnie szczęśliwa mama:)
http://kacperek.starzomski.net/
Potworki trzy, czyli Kacper (12), Bartosz (9) i Kubutto (7)
 
 
Marta Witecka 
złotousty


Pomogła: 12 razy
Wiek: 46
Dołączyła: 12 Mar 2007
Posty: 4808
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-09-11, 20:10   

Zdecydowanie wyidealizowałaś!
A z Tobą Szymek zawsze gada, bo wie, że jesteś super ciocią! Zna Cię w końcu od urodzenia! :*
_________________
Szczęśliwa mama Janka (21) Szymka z zD (18,5) Jonatana (16) Jakuba z zD (13,5) i Noemi (11,5) www.msr.org.pl www.szymonwitecki.pl
 
 
agamama123 
gaduła


Pomogła: 1 raz
Wiek: 42
Dołączyła: 04 Sty 2007
Posty: 522
Skąd: Radom
Wysłany: 2007-09-11, 21:11   

Co ja poradze na to, że juz od pierwszej chwili okazaliście sie rodzinka na 6+??????????:)

Podzielam Martuś 95% twoich (Waszych) poglądów. Tylko wciaz brak mi tej Waszej SIŁY:(
_________________
Aga, potrójnie szczęśliwa mama:)
http://kacperek.starzomski.net/
Potworki trzy, czyli Kacper (12), Bartosz (9) i Kubutto (7)
 
 
Alicja 
złotousty
Założycielka forum i stowarzysznia Zakątek 21


Pomogła: 31 razy
Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 14111
Skąd: Skąd:
Wysłany: 2007-11-08, 23:23   

Wypisują dzieci ze szkoły

Według "Metra", rośnie liczba rodziców, którzy zamiast posyłać swoje dziecko do szkoły, uczą je sami w domu. Znana na Zachodzie metoda edukacji homeschooling podbija Polskę.

Jeszcze dziesięć lat temu takich dzieci było kilkoro w całej Polsce. Dziś jest ich już około 30. - A zainteresowanie rośnie. Mamy wiele zapytań od rodziców, którzy chcą to robić - mówi pracownik Wydziału Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu, prezes Stowarzyszenia Edukacji Domowej dr Marek Budajczak.

Budajczak wraz żoną byli pionierami homeschoolingu w Polsce. Przestali posyłać dzieci do szkoły kilkanaście lat temu. Ich syn był po pierwszej klasie podstawówki, córka po drugiej. - Ufaliśmy, że uda nam się ich wyedukować nie gorzej niż szkoła. Udało się. Dzieci przeszły wszystkie szczeble edukacji, zdały amerykańską maturę SAT i teraz mogą już same o sobie decydować - mówi.

Czy "wypisanie" dziecka ze szkoły jest legalne? - Ustawa o systemie oświaty daje rodzicom taką możliwość. Formalnie zgodę na to udziela dyrektor ich szkoły rejonowej. Musi jednak otrzymać deklarację rodziców, że biorą na siebie obowiązek edukacji dziecka - tłumaczy gazecie wicekurator w Łodzi Cezariusz Mostowski. Ale według niego edukacja domowa ma sporo minusów: "Szkoła jest też szkołą życia. Dziecko, które nie przebywa w szkole z rówieśnikami, tylko jest chowane pod kloszem, słabiej edukuje się społecznie" - twierdzi.

Budajczak odpiera te zarzuty. - Dzieci uczące się w domu nie są izolowane ani zamknięte w klatkach. Normalnie kontaktują się z rówieśnikami na podwórkach, w domach kultury, klubach czy organizacjach dziecięcych i młodzieżowych - mówi.

"Metro" informuje, że dziecko nauczane w domu musi co rok zdawać egzaminy, niekiedy co semestr. - Te egzaminy nie są wystandaryzowane. Układają je nauczyciele ze szkoły rejonowej. Czasami to prawdziwy koszmar. Znam przypadek piątoklasistki, która w ciągu czterech dni musiała odpowiedzieć na niemal 500 pytań pisemnych i 120 ustnych z różnych przedmiotów - opowiada Budajczak. Ta dziewczynka zdała i otrzymała świadectwo. Co, jeśli dziecko egzaminu nie zda? - Wtedy rodzic może dostać napomnienie, by posłać dziecko do szkoły - mówi Mostowski. Dodaje jednak, że nie zna takiego przypadku.


źródło
_________________
Od osoby z zespołem Downa nie warto odwracać głowy.
Gdy człowiek spojrzy w jego oczy,może w nich ujrzeć świat,w którym każdy chciałby żyć...

Jak powstał Zakątek 21
 
 
kabatka 
admin
Założyciel forum i Stowarzyszenia "Zakątek 21"


Pomogła: 1 raz
Wiek: 43
Dołączyła: 28 Wrz 2006
Posty: 14619
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-08-11, 19:50   

Żegnaj szkoło?
Małgorzata Szamocka
Poradnik Domowy

Pierwszego września pięć milionów uczniów rozpoczyna rok szkolny. Jednak około stu z nich nie usłyszy dzwonka, nie włoży uroczystego stroju. Dlaczego? Bo rodzice postanowili sami je uczyć.

Uczenie w domu przez stulecia było czymś całkiem normalnym. Większość prezydentów USA była edukowana w domu. Również Albert Einstein, Piotr Curie, Agatha Christie, Hans Christian Andersen, Mark Twain, Winston Churchill, Stanisław Ignacy Witkiewicz, Yehudi Menuhin i Elżbieta II - nie uczyli się w szkołach. W Polsce szlacheckiej w dworach dzieci uczyła matka, nielicznych stać było na guwernantkę. Dopiero gdy dziewczęta i chłopcy dorastali, posyłało się ich do powiatowego miasta do gimnazjum ze stancją. Szkoła stała się obowiązkowa dopiero w XX wieku. Państwo, chcąc upowszechnić i upublicznić oświatę, zaczęło mieć monopol na ustalanie, czego dzieci mają się uczyć, a czego nie.

Zaczęło się w USA

To właśnie tam, w latach 70. XX w. obowiązkowe szkolnictwo przestało się wszystkim podobać. Rozczarowana państwową edukacją grupa rodziców postanowiła uczyć dzieci w domu. Twierdzili, że w szkołach kwitnie przestępczość, handel narkotykami, nie odpowiadały im programy nauczania. Ich pomysłowi przeciwstawiła się administracja szkolna - pionierów bojkotu szkół publicznych wtrącano do więzień, a na- wet grożono im odebraniem praw rodzicielskich. Odbyło się wiele spektakularnych procesów sądowych. W obronie rodziców stanął Kościół, organizacje obywatelskie i niektórzy politycy.

Jednak w latach 80. walka o edukację domową zakończyła się sukcesem - tzw. homeschooling został prawnie dopuszczony. W niektórych stanach wystarczy wysłać list do kuratorium: "Moje dziecko nie będzie chodzić do szkoły", w innych dzieci muszą co roku zdawać egzaminy. W ostatnich latach taką formę edukacji zaakceptowały tak prestiżowe uczelnie jak Harvard i Princeton oraz stanowe szkoły średnie. Homeschooling dopuszczony jest w Kanadzie, Irlandii, na Węgrzech i w Australii, ale np. w Niemczech jest zabroniony. W Wielkiej Brytanii rodzice nie muszą przestrzegać programu szkolne- go ani liczby prowadzonych zajęć. Poza tym dziecko uczone w domu nie jest zmuszone do zdawania jakichkolwiek egzaminów - nawet takich, jakie zdają jego rówieśnicy w szkołach. W Czechach dzieci między 5. a 12. rokiem życia również mogą być uczone przez rodziców. Później muszą chodzić do szkoły. Tę decyzję ustawodawcy argumentowali troską o dobro dzieci i koniecznością nauki pracy w grupie rówieśników.

Do szkoły w kajdankach?

W Polsce pionierem edukacji domowej jest dr Marek Budajczak - zawodowy pedagog. Najpierw homeschooling poznał z lektur. W 1995 r. taką formę nauki Budajczakowie zaproponowali swoim dzieciom - 9-letniej wówczas córce i 8-letniemu synowi. Każdego roku zostawiali dzieciom decyzję o tym, czy chcą wrócić do szkoły. Nie chciały, chociaż nie było łatwo. Niektórzy szkolni znajomi tylko czeka- li, kiedy zostaną w kajdankach doprowadzone przez policjanta do szkoły. Panowało bowiem przekonanie, że nie ma możliwości zwolnienia z obowiązku szkolnego. Jednak Marek Budajczak uzyskał od dyrektora szkoły rejonowej zgodę na edukację domową, pod warunkiem że dzieci będą co roku zdawały egzaminy klasyfikacyjne. Ale w tamtym okresie nie istniał jeszcze przepis o konieczności poddawania się takim sprawdzianom. Doszło więc do sporu i dyrektor cofnął zezwolenie.

Budajczakowie nie zrezygnowali jednak z domowej edukacji. Dziś ich dorosłe dzieci Emila i Piotr mają jedynie świadectwa ukończenia trzeciej i czwartej klasy szkoły podstawowej, a choć dysponują amerykańskim odpowiednikiem matury, nie mogą zweryfikować swojej wiedzy przed komisją państwową, a co za tym idzie, nie mogą w Polsce studiować. Mają jednak wyrok sądu administracyjnego, który zobowiązuje ministra edukacji do "wdrożenia procedury naprawczej". Niestety, od trzech lat do tego nie doszło, może uda się teraz, bo wydaje się, że w Ministerstwie Edukacji Narodowej dla homeschoolingu zapaliło się zielone światło.

Podróże zamiast szkolnej ławki

W 1995 r. w Polsce były jedynie dwie rodziny uprawiające homeschooling. Dziś jest ich już około 40, ale nadal idea edukacji domowej nie jest szeroko znana. W Polsce pozwala na nią ustawa o systemie oświaty z 1991 r., z tym że zgoda na homeschooling należy do dyrektora szkoły rejonowej i jest sprawą uznaniową. Zgodnie z polskim prawem rodzic, który sam zechce uczyć dzieci, nie musi być z wykształcenia nauczycielem. Musi jednak przekonać dyrektora szkoły, że jest w stanie przekazać dziecku wiedzę, jaką uzyskałoby ono, uczęszczając do szkoły.

Marzena Reszke, autorka popularnej książki dla dzieci "Rodzinka", po raz pierwszy zetknęła się z edukacją domową dwa lata temu. Przeczytała artykuł o podróżniczce Annie Janickiej-Galant, która kilka miesięcy w roku spędza na wyprawach autostopowych z synem. Jeśli ich podróż trwa długo, zabierają ćwiczenia oraz książki, np. do matematyki, chemii, fizyki. Każdej wyprawie towarzyszą lektury. W Turcji byli z "Iliadą", "Odprawą posłów greckich", "Giaurem" i nagraną na mp3 trylogią Sienkiewicza. Chłopiec chłonie wtedy wiedzę wszystkimi zmysłami - kojarzą mu się miejsca historycznych wydarzeń, krainy geograficzne, klimat, muzea i wykopaliska, a oprócz tego żywi ludzie i ich religia, tradycje, kuchnia, muzyka i język.

Z wypiekami na twarzy

Marzena Reszke była tym oczarowana. Zaczęła szukać informacji o edukacji domowej, przeczytała książkę Marka Budajczaka i poczuła, że jest to coś, co jej niesamowicie pasuje, mimo - a może właśnie dlatego - że przez siedem lat uczyła w szkołach fizyki, matematyki i informatyki. Według niej szkoła nie uczy samodzielnego myślenia, lecz tego, by dostosować się do wymagań nauczycieli. Kiedy jej synowie rozpoczęli naukę, to już nie mieli czasu na eksperymenty, tylko kolorowali rysunki w ćwiczeniach... Zauważyła też, że ze szkoły wracają zmęczeni i zniechęceni. Zaczęli się też nagle wstydzić i obawiać dorosłych.

Kiedy okazało się, że Marzena spodziewa się kolejnego dziecka, wspólnie z mężem zdecydowali, że po urlopie macierzyńskim weźmie wychowawczy i zajmie się uczeniem dzieci. Dyrektor szkoły synów wydał zgodę, pod warunkiem że chłopcy będą dwa razy w roku zdawać egzaminy sprawdzające wiedzę.

Przestudiowała podręczniki i programy nauczania z II i III klasy i opracowała autorski program dla synów. Najwyżej 3 godziny dziennie na lekcje, głównie ćwiczenia z matematyki i pisanie, a potem czas na poznawanie świata w muzeach, na wycieczkach, podczas eksperymentów i zabaw. Marzena Reszke wyznaje, że nigdy nie robiła tylu ciekawych rzeczy, co teraz. Gdy np. zmokli, przeczytali potem wiersz Tuwima "Kapuśniaczek", rozmawiali o tym, jak powstaje deszcz, o parowaniu i skraplaniu, a potem omawiali typy klimatów i pokazywali na piłce miejsca na Ziemi, w których są największe opady. Dzieci uczyły się z wypiekami na twarzy.

To właśnie emocjonalne zaangażowanie ucznia i edukatora uważa się za najważniejsze w procesie uczenia się. Może właśnie dlatego Przemek Galant (syn podróżniczki), który nie chodzi do szkoły od I klasy gimnazjum, na teście kończącym uzyskał 48 punktów na 50. Liceum również zalicza w domu. Twierdzi, że wszystkie potrzebne wzory znajduje w internecie. Geografii i historii uczy się podczas podróży z mamą. Gdy nie może sobie z czymś poradzić, prosi o pomoc znajomych albo ludzi z tzw. łódzkiego banku czasu, gromadzącego wolontariuszy wymieniających się wiedzą. Znalazł tam m.in. nauczycieli języków obcych, a uczy się ich siedmiu, w tym tureckiego i esperanto. Grę na cytrze ćwiczy nieodpłatnie pod kierunkiem 88-letniego Bronisława Leszczyńskiego, który uczy go nie tylko muzyki, ale także pięknej polszczyzny, kultury oraz filozofii.

Homeschoolersi są the best!


Jak pokazują badania przeprowadzone w USA, uczniowie kształceni w domu osiągają najwyższe oceny na testach standaryzowanych i przewyższają innych na egzaminach do szkół średnich. Wyniki egzaminów na studia też mają lepsze. W grupie homeschoolersów nie ma bezrobotnych, jest więcej niż przeciętnie osób zadowolonych z pracy, zaangażowanych społecznie i charytatywnie. 82 proc. z nich chce uczyć swoje dzieci w domu.

Wielu pedagogów obawia się, że dzieci uczone w domu będą miały problemy w kontaktach z rówieśnikami. Włodzimierz Paszyński, były warszawski kurator oświaty uważa, że ciągłe przebywanie z rodzicami nie uczy samodzielności, a zbyt silna więź może stanowić w przyszłości problem. Szkoła to nie tylko dydaktyka, to też szkoła życia. Krystyna Markowska, psycholog dziecięcy, zastanawia się, gdzie homeschoolersi nawiążą ważne w procesie wychowania kontakty z rówieśnikami, dzięki którym dziecko nabywa umiejętności m.in. negocjacji i zjednywania przyjaciół. Obawia się, że wychowywani pod kloszem, uzależnią się od rodziców i potem mogą się czuć zagubieni. Innego zdania jest prof. Bogusław Śliwerski, rektor Wyższej Szkoły Pedagogicznej z Łodzi. Według niego homeschoolersi uczą się samodzielności, bo wiedza nie jest im podawana, ale często muszą ją sami pozyskać. Powołuje się też na amerykańskie badania, z których wynika, że dzieci te, mając od najmłodszych lat wpajane poczucie obowiązku, mają większe szanse na rynku pracy, bo z konieczności uczą się wykorzystania nowoczesnych technologii.

Niełatwe zadanie

Edukacja domowa wymaga czasu, zaangażowania, pieniędzy. Rodzice nie dostają przecież na swoje dzieci subwencji oświatowej, które otrzymują szkoły na uczniów. Każda z rodzin homeschoolersów wypracowuje własny system nauki. Inaczej uczy Marzena Reszke, która kuchnię zamieniła w domowe laboratorium, inaczej Jolanta Bielenda omawiająca z córką zagadnienia biologiczne podczas konnych wycieczek, a jeszcze inaczej Iwona Sicińska, absolwentka medycyny, która 10-letniego syna Brunona zabiera w podróże służbowe, bo jako jedna z nielicznych mam-edukatorek nie zrezygnowała z pracy zawodowej.

Jak twierdzi Anna Janicka-Galant nauka w domu to dla rodzica ciągłe poszukiwanie i dokształcanie się. Jeśli ktoś lubi ustawiczną "gimnastykę mózgu", sprawdzi się jako edukator domowy. Przydaje się też wyobraźnia, pomysłowość, chęć eksperymentowania i umiejętność wyznaczania celów. Oczywiście nie można zapomnieć o konsekwencji i determinacji. Nauczanie jest procesem długotrwałym i wymaga zaangażowania, ale daje ogromną satysfakcję. Obawy przed skrzywdzeniem dziecka są bezzasadne. Wystarczy tylko podejść do problemu domowej edukacji dojrzale, odpowiedzialnie i z... sercem.

Co na to prawo

W Polsce z edukacji domowej może korzystać każdy uczeń (od zerówki do szkoły ponadgimnazjalnej włącznie). Zezwala na to ustawa o systemie oświaty. Jednak rodzice muszą poprosić o zgodę dyrektora swojej szkoły rejonowej. Powinni we wniosku (wzór pisma znajduje się na www.edukacjadomowa.piasta.pl) podać aktualny adres zamieszkania. Dyrektor ma miesiąc na wydanie decyzji na piśmie. Gdyby była odmowna, można ją zaskarżyć, ponieważ ustawa nie wymienia przyczyn odmowy.

Rodzice nie muszą mieć wykształcenia pedagogicznego ani być nauczycielami. Muszą jedynie przygotować dzieci do egzaminów sprawdzających ich wiedzę. Dzieci edukowane w domu mają swoją internetową gazetę DomUczeLnia, którą można ściągnąć ze strony www.naukapozaszkola.blog.onet.pl. Działają też dwa stowarzyszenia: Edukacja domowa i Edukacja w Rodzinie.


Podróż w świat wiedzy

Dr Marek Budajczak, pracuje w Zakładzie Socjologii Edukacji Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, jeden z założycieli Stowarzyszenia Edukacji Domowej. Autor książki "Edukacja domowa".

Korzyści, jakie dzieci i rodzice wynoszą, odbywając wspólną podróż w świat wiedzy, są tak wielkie, że opłaca się przebrnąć przez wszystkie kłopoty. Kształcenie postępuje w domu sprawnie, będąc "przykrojonym" do zdolności konkretnego dziecka. Dzieci są bezpieczne fizycznie i psychicznie, a żadna szkoła tego nie gwarantuje. Ponadto rodzice mają możliwość przekazywania dziecku takiego systemu wartości, jaki sami wyznają. Minusem domowej edukacji jest konieczność zdawania przez dzieci spełniające "obowiązek szkolny poza szkołą" corocznych (niekiedy co pół roku) egzaminów klasyfikacyjnych. W ramach tych egzaminów (pisemnych i ustnych) dzieci odpowiadają na dziesiątki pytań. Obejmują one niekiedy wszystkie szkolne przedmioty, nawet te, które zgodnie z odpowiednim rozporządzeniem MEN są wyłączone z zestawu egzaminów klasyfikacyjnych jak: wf., plastyka, muzyka, technika. Czasem, by uzyskać pozwolenie dyrektora szkoły na następny rok, żąda się osiągnięcia przez dziecko najwyższych ocen. Dzieci chodzące do szkoły takich egzaminów zdawać nie muszą. Uważam, że takie rozliczanie z edukacji domowej jest niezgodne z Konstytucją i ratyfikowanymi aktami prawa międzynarodowego.



Podziwiam tych rodziców!


Prof. Zbigniew Marciniak - podsekretarz stanu w MEN

Kilka miesięcy temu spotkałem się z grupą rodziców, którzy prowadzą edukację domową. Rozmawialiśmy o kłopotach i osiągnięciach, o tym, w jaki sposób taka edukacja jest realizowana na świecie. W Polsce na razie jest to zjawisko niszowe. Zdarzają się dyrektorzy szkół, którzy podchodzą do niego z rezerwą, wstrzymują się z wyrażeniem zgody na jej realizację. Rozumiem ich, bo to dyrektor odpowiada za ustawową realizację obowiązku szkolnego. Podejmuje ryzyko, bo mimo najlepszych chęci nie każdy ma wystar-czające kwalifikacje, żeby zajmować się edukacją domową. Dlatego nie możemy wprowadzić automatycznego wyrażania takiej zgody przez dyrektorów, bo wówczas musielibyśmy ich zwolnić od odpowiedzialności.

Uważam, że należy pozostawić obowiązek sprawdzania efektów edukacji domowej poprzez egzaminy klasyfikacyjne, ale nie częściej niż raz na rok. Rzadsze sprawdzanie mogłoby być z krzywdą dla dziecka - gdyby rodzice przeszacowali swoje możliwości w jakiejś dziedzinie, mogłaby powstać dwuletnia zaległość. Myślę, że po wprowadzeniu w roku szkolnym 2009/10 klarownych podstaw programowych z opisem wymagań, rodzice edukujący w domu będą już wiedzieli, jak przygotować swoje dzieci. Postaram się również, żeby dzieci te miały takie same przywileje (np. zniżki na przejazdy, ulgowe bilety do kin i muzeów) jak inni uczniowie. Mam wielki szacunek do rodzin, które podjęły trud domowej edukacji i będę się starał im pomóc w zakresie legislacyjnym.

źródełko
_________________
Monika, mama anielskiego Kubuli z zD (ur. 18.09.2005 - zm. 31.07.2006) , Ninki (ur. 16.02.2010 r.) i Lilki (ur. 4.02.2014 r.)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme xand created by spleen modified v0.4 by warna fixing Program do sklepu