FB Portal   Downoteka   FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Statystyki   Rejestracja Profil Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Zaloguj


Poprzedni temat «» Następny temat
Opinie na temat książek z Downoteki i samej Downoteki
Autor Wiadomość
magura 
moderator
zakręcony tata Cysia


Pomógł: 1 raz
Wiek: 46
Dołączył: 06 Lip 2007
Posty: 4074
Skąd: Gliwice
Wysłany: 2013-01-06, 02:31   

"Tato, gdzie jedziemy" - Jean - Louis Fournier

Cytat:
Książka nagrodzona jednym z najważniejszych francuskich wyróżnień literackich (Fémina) i nominowana do nagrody Goncourtów.
Jean-Louis Fournier jest ojcem dwóch chłopców, Mathieu i Thomasa. Urodzili się w odstępie dwóch lat, obaj upośledzeni fizycznie i umysłowo. To sprawiło, że autor "dwukrotnie zaznał końca świata". Już na pierwszych stronach książki wyjaśnia: "Mówiąc o dzieciach upośledzonych, ludzie przybierają stosowną minę, jakby mówili o katastrofie. Chciałbym spróbować choć raz mówić o was z uśmiechem. Śmieszyliście mnie często i nie zawsze mimowolnie". Humorem Fournier łamie tabu i uśmierza ból. "To jedyny sposób, by przetrwać, gdy człowiek znalazł się na topliście 50 najbardziej zdesperowanych ludzi" - wyznaje. "Pomyślałem, żeby napisać list do moich dwóch chłopców innych niż wszyscy. Żeby ludzie ich poznali, żeby zaistnieli w społeczeństwie, które ich odrzuca - przecież o takich jak oni przyjaciele się nie dowiadują, ba! uważają, że ich odejście przynosi ulgę. Chciałem wysoko wynieść Mathieu i Thomasa. Chciałem uczynić ich bohaterami książki!".

Ponieważ z założenia blurb jest ukierunkowany marketingowo i próżno potencjalnym czytelnikom szukać tam krytycznego i fotograficznego ujęcia treści, dlatego nie zdziwiłem się zbytnio faktem, że już po przeczytaniu części książki Fournier'a wiedziałem, że nie podzielam nadmiernie entuzjastycznych opinii recenzentów. Warto je jednak zacytować tutaj by do nich choćby się odnieść.

Muszę od razu powiedzieć, że Fournier najpierw istotnie mnie urzekł - lekkim, humorystycznym wręcz muśnięciem impresjonistycznego pióra kreśląc postaci swoich dwóch synów - obu upośledzonych. Trzeba przyznać, że ten "ciosany", choć dla wnikliwego czytelnika nie pozbawiony ciepła obraz, na pozór oszczędnych relacji ojciec-synowie, zdecydowanie stanowił mocną stronę pierwszej części książki. Często łapałem się na tym, że Fournier pisze o wielu chwilach z mojego życia, choć daleko mi zdecydowanie do jego doświadczeń. Niejednokrotnie autor z premedytacją "nazywając rzeczy po imieniu" wprowadza ludzi w zakłopotanie, swoim dość dosadnym ujmowaniem niepełnosprawności, komplikacji życiowych ale i prostych radości, które z nich wynikają. Dla większości czytelników (szczególnie tych "nieobytych" z niepełnosprawnością), te fragmenty będą z pewnością lekcją nie tyle czułości co dystansu w temacie, a o to wydaje mi się, że zwykle bardzo trudno. Fournier bowiem, natrząsając się z niepełnosprawności swoich synów, niewątpliwego tragizmu całej sytuacji (choć rodzi mu się również zdrowa córka to jednak żona go opuszcza, po czym jedne z chłopaków również umiera - ujawnienie tych faktów bynajmniej to nie "spoiler", nie przestaje również drwić z samego siebie, jak i wytykać małostkowość reakcji innych ludzi na jego niepełnosprawne dzieci.

Na tym etapie lektury (po przeczytaniu kilkunastu stron), muszę przyznać, że wdzięczny mu byłem za to, że czytam właśnie książkę, której początkowe fragmenty z powodzeniem można zarekomendować wszystkim jako sztandarową pozycję - postulat wręcz - o inkluzji osób niepełnosprawnych w społeczeństwie, o tym, że wychowywanie dziecka niepełnosprawnego nie musi być spowite w tabu i opisywane jedynie w ckliwy, rozmazany kroplami łez rozpaczy obraz nieporadnego dziecka i równie bezradnego rodzica. Miejscami miałem jednak ton autora był tak wysoce ironiczny, że wydawał się być "płaczem przez łzy", bardziej z bezradności niż ze sfady wynikającej z pogodzenia się z sytuacją, co zresztą również jest zrozumiałe (wystarczy przeczytać nasze forumowe wątki spod gwiazki "pogodzony/niepogodzony" :] ).
Christine Jordis, przewodnicząca jury nagrody Fémina napisał/a:

"Tato, gdzie jedziemy? to książka, po której ludziom robi się lepiej".

Odnosząc się do powyższego fragmentu recenzji, po przeczytaniu całej lektury, muszę zdecydowanie powiedzieć: nie, po tej książce nie wszystkim "zrobi się lepiej". Ba, niektórym zrobi się nawet całkiem niedobrze i to bynajmniej nie tym, którzy "wydelikaceni" przez swoje idealnie ułożone życie nagle stykają się z okrócieństwem sytuacji ojca dwojga niepełnosprawnych dzieci i ich zdeformowanym genetycznie światem ukazanym dodatkowo w krzywym zwierciadle dość cierpkiego sarkazmu ojca. Choć z tego języka Fourniera wylewa się wręcz nieporadna ojcowska miłość to mniej więcej od połowy książki miałem nieodparte wrażenie, że nie potrafię się wspiąć aż na takie wyżyny sarkazmu i wiele z "żartów" autora odczytuje co najmniej jak jedna z bohaterek - gosposia (np. często żartuje o tym, że któryś z chłopaków ginie tragicznie, jednocześnie dopuszczając myśl, że "może to i dobrze dla niego i reszty").
Cytat:
"Sukces książki to zasługa tonu, jakim została napisana: bez patosu, bez sarkazmu. W taki sposób nigdy nie pisano o dramacie rodziców upośledzonego dziecka".

telerama.fr napisał/a:
"Każda z opisanych scenek to poemat prozą. Zarazem wzniosły i przyziemny, czuły i okrutny. Ich lektura obezwładnia i wprawia w zachwyt; to jakby laicka modlitwa, skarga na trudy życia na tym padole; to literacki nagrobek postawiony wszystkim niewinnym ofiarom. Nigdy nie zapomnimy Mathieu i Thomasa".

Rasumując: książkę czyta się szybko - po części z powodu sposobu w jaki jest złożona (krótkie, czasami jednostronicowe fragmenty), a po części po to by...ją już skończyć i zrzucić z siebie to mroczne brzemię. Nie można przy tym jednak nie wspomnieć, że cierpki humor autora z pewnością jest dobrym sposobem na oswojenie rzeczywistości, w której niewielu w ogóle potrafiłoby się odnaleźć. Dla mnie osobiście dawka tego "czarnego humoru" była w zbyt "francuskich ilościach". Napisałem wcześniej "impresjonizm"? Nie, to zbyt piękne - jego obraz jest miejscami wręcz surrealistyczny, choć wszak po ziemi stąpa autor mocno w każdym momencie.

Lektura pamiętna, choć zdecydowanie nie wybitna ale na tle ckliwych "zespołowych laurek" bardzo wartościowa. No i to w końcu spojrzenie ojca :]


groszek napisał/a:
Ponieważ wypowiedział się na temat tej książki Ojciec wypada, żeby i jakaś matka coś napisała.
Po pierwsze nigdzie w książce nie ma wiadomości, że jeden z synów miał zespół Downa, a czytałam ją trzy razy.
Z jakimś masochistycznym zadowoleniem przeczytałam (trzykrotnie) książkę Jean-Louisa Fournier’a „Tato, gdzie jedziemy”. Dzisiaj mój M, który też ją przeczytał, ale w sobie właściwy sposób – czyli na wyrywki – powiedział, że więcej po nią nie sięgnie! Powód jest prosty – to dość przygnębiająca lektura. Co prawda Pan Jean stara się nas rozweselać i chociaż może humor nie jest zbyt wymuszony, to z całą pewnością jest to czarny humor.

Ta książka to swoiste rozliczenie się ojca dwóch upośledzonych chłopców z przeszłością. Wyśmiewa się z tego, że on sam zawsze chciał być oryginalny i inny niż wszyscy, więc właściwie nie powinien mieć losowi za złe, że jego synowie są inni niż wszyscy. Z drugiej jednak strony nie rozumie za co spotkała jego synów taka sroga kara, kiedy nic złego w życiu nie zrobili.

Cóż zatem urzekło mnie w tej książce? Czyżby męski punkt widzenia, albo poznanie innego sposobu przeżywania niepełnosprawności swojego dziecka?! Oczywiście ja jestem w innej sytuacji. Ułamek niepełnosprawności moich dzieci to 1/6, zaś u Jean-Louisa to aż 2/3… I jeszcze jedna różnica – mój syn ma siedem lat, a on pisze swoje rozważania z perspektywy ojca upośledzonego trzydziestolatka. Czyżbym więc delektowała się jeszcze czasem, który mi został??? Na pewno nie pociesza mnie świadomość, że jego synowie funkcjonowali dużo gorzej niż Maks… Więc może to po prostu poczucie jedności i braterstwa odczuć z tymi, którzy w życiu dostali rolę rodzica niepełnosprawnego dziecka…

Ta książka jest prawdziwa aż do bólu. Jean-Louis Fournier z chirurgiczną dokładnością odsłania swoje przeżycia i emocje związane z byciem ojcem upośledzonych synów. Nie wstydzi się swoich przeżyć i nie łagodzi ich wymowy… A pointa jest bardzo osobista. Żaden sukces, który odniósł w pracy nie umniejsza porażki, którą poniósł jako rodzic…

Ta książka jest trudna nawet dla nas oswojonych z niepełnosprawnością i szczerze wątpię, żeby ktoś kto nie żyje tematem niepełnosprawności swojego dziecka mógł ją ocenić jako zabawna, albo pocieszającą


baronek napisał/a:
Dziwna to książka. Nie dlatego, że napisana przez ojca dwóch niepełnosprawnych chłopców, którzy przyszli na świat w odstępie dwóch lat (choć to już samo w sobie może wydawać się dziwne). Nie dlatego, że jest pozbawiona patosu, ckliwych i smętnych, przyprawiających o mdłości wynurzeń, o które nietrudno w książkach pisanych przez rodziców dzieci niepełnosprawnych. I nie dlatego, że dystans do siebie, swoich upośledzonych synów i życia w ogóle Autor wypracował ironią, humorem z gatunku czarnego i gorzkim uśmiechem. (To akurat nie jest mi obce. Gdy urodził się Julek, ja ryczałam i trwoniłam energię na analizę przyczyn, skutków i „gdybasiów”, a Radek radził sobie dowcipkując. Głównie z losu, który nas wkręcił w downa. Żartem nabierał dystansu.)
Ta książka jest dla mnie dziwna, bo gdy ją czytam, wręcz pochłaniam te literackie miniaturki, z których jest zbudowana i które za każdym razem kończą się puentą. Ta puenta zaskakuje, czasem boli, czasem rozśmieszy, czasem przenicuje wnętrze dokumentnie. Ale gdy zamykam książkę, ten świat odchodzi. Nie zaprasza do siebie. Szybko zapominam i nie wracam do niego.
Czy dlatego, że niewygodny to świat, nawet jeśli przetrawiony i podany w tonie lekkim i żartobliwym? Czy dlatego, że Autor świetnie dystansuje się od rzeczywistości, ale nie jest w stanie pogodzić się z nią, bo fizyczna i intelektualna ułomność synów osiągnęła poziom o jeden za wysoko?
_________________
:arrow: Liski_5 to Lusi, Michał (vel magura) i nasze Liski-urwiski: Paweł (14), Marcinek z zD (08.05.07) oraz Zosia (8).
 
 
magda 
moderator
Członek Stowarzyszenia


Pomogła: 1 raz
Wiek: 48
Dołączyła: 03 Paź 2006
Posty: 6471
Skąd: Gliwice
Wysłany: 2013-02-06, 09:18   

Poradnik logopedyczny dla rodziców dzieci z zespołem Downa - Halina Waszczuk

baronek napisał/a:

Cenię sobie tę książkę za wiedzę teoretyczną podaną w strawnej pigułce i za konkretne ćwiczenia logopedyczne zarówno dla niemowląt, jak i dla dzieciaków, z którymi można już współpracować. A dla nienasyconych wiedzą i przykładami w zanadrzu bogata bibliografia.
_________________
Magda - mama Karolinki (20 lat) i Kubusia z zD (13lat)
  
 
 
magda 
moderator
Członek Stowarzyszenia


Pomogła: 1 raz
Wiek: 48
Dołączyła: 03 Paź 2006
Posty: 6471
Skąd: Gliwice
Wysłany: 2013-02-15, 18:40   


„ Pytania, których się nie zadaje” 12 reporterów, 12 ważnych odpowiedzi


groszek napisał/a:



„Pytania, których się nie zadaje” to nowa publikacja Stowarzyszenia Bardziej Kochani.
Dwanaścioro znanych reporterów podjęło się niezwykle trudnego zadania, niektórzy uważają nawet, że wręcz niemożliwego, zainteresowania statystycznego Kowalskiego życiem osób z zespołem Downa.
Książkę przeczytałam jednym tchem i myślę, że wielu czytelników Downoteki przeczyta ją z dużą przyjemnością. Ciekawe teksty, dobre zdjęcia i nasi znajomi z Forum Zakątek 21 w dwóch odsłonach.: w reportażu „ Idąc pod górkę, którą sami usypaliśmy” oraz w „Sumienie bardzo czyste”.
Ta książka -album- to swoisty kalejdoskop dwunastu tekstów pokazujący osoby z zespołem Downa i ich najbliższych w zwyczajnym życiu. Jak można to życie ocenić i jak diametralnie się od niego odciąć, przeczytamy w reportażu „Zdążyć przed happy endem”.
Na okładce książki jest zdjęcie Bartka - „ Poety z pewną przypadłością”
(...)Na hasło 'Down” spokojny z natury Bartek momentalnie się wkurza.- Jak to jest, że jeśli ktoś jest na coś chory, to wszyscy dyskretnie o tym milczą, a w przypadku upośledzenia, każdy czyje się uprawniony do nieustannego stawiania diagnozy – Down, Down- Może jeszcze na nagrobku mi to wykują!” (…)
Dwa reportaże. „ Z Downem było weselej” oraz „ Ujma dla rodziny” pokazują jak diametralnie różne mogą być podejścia do niepełnosprawności w małych, lokalnych społecznościach Polski A i B.
Teksty reportaży są tak różne jak różne są problemy które poruszają. Nie każdy czyta się na wdechu, a niektóre wręcz „po łebkach” i każdy czytelnik będzie miał taki swój zestaw tytułów.
Najmocniej chwycił mnie za serce tekst o wiekowych osobach z zespołem Downa. Ich nagłe wchodzenie w smugę cienia jakoś osobiście mnie poruszyła. Najmniej zaciekawił mnie pierwszy reportaż o przeżyciach matek i emocjach, które towarzyszyły przekazywaniu im przez lekarzy diagnozy zaraz po urodzeniu się dziecka.
„Pytania, których się nie zadaje”werbalnie, gdyż pojawiają się tylko w niektórych ludzkich spojrzeniach, może w tej książce znajda swoje odpowiedzi..
_________________
Magda - mama Karolinki (20 lat) i Kubusia z zD (13lat)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme xand created by spleen modified v0.4 by warna fixing Program do sklepu